Jezioro Inle to drugie co wielkości jezioro w Birmie. Rozciągnięte na ponad 22 kilometry, pomiędzy dwoma pasmami górskimi, tworzy piękny zakątek w zachodniej części prowincji Shan.

Jeśli zmęczy was upał i kurz Mandalay, lub palące słońce na równinach księstwa Paganu, wybierzcie się na wschód, w nieco bardziej górzysty rejon Birmy. Rozległa prowincja Shan nęci zarówno pięknymi krajobrazami, jak i łagodnym klimatem. Najczęściej odwiedzane jest tu Inle Lake – najsłynniejsze birmańskie jezioro.

To tu znajdują się wybudowane na palach wioski plemienia Intha. Niecodzienne metody wiosłowania i połowów, praktykowane przez lokalnych rybaków, rozsławiły jezioro wśród podróżników na całym świecie.

 Synowie jeziora, czyli mieszkańcy Inle Lake

Jezioro Inle stało się jednym z obowiązkowych miejsc do odwiedzenia podczas pobytu w Birmie. Nic dziwnego, że lokalni mieszkańcy pomału przestawiają się z dotychczasowego sposobu życia na utrzymywanie rodzin z pieniędzy turystów. W wioskach powstaje coraz więcej warsztatów, sklepów i restauracji. Po jeziorze pływają wodne taksówki i łódki z zagranicznymi gośćmi, po uliczkach pobliskich miasteczek krążą naganiacze reklamujący swoje rejsy. Na szczęście – brzmi to wszystko gorzej, niż tak na prawdę wygląda. Jezioro Inle, tak jak cała Birma, nie doświadczyła jeszcze prawdziwego, turystycznego boomu. Na przełomie sezonów (np. koniec października) nie ma tu tłumów, a lokalni mieszkańcy nie zostali jeszcze zmanierowani przez turystów. Wręcz przeciwnie! Są serdeczni, uczynni i wyjątkowo dbają o swoich gości. Dzięki temu pobyt w Inle lake jest cudownym relaksem, a obserwowanie życia Intha na długo pozostaje w pamięci.Najlepszym sposobem, by obejrzeć jezioro i zwiedzić tutejsze wioski, jest całodniowy rejs lokalną, niedużą łódką. Trasa wycieczki rozpoczyna się w miasteczku Naung Shwe. Łodzie cumują w kanale prowadzącym do jeziora. Woda jest tu bardzo mętna – miejscami ma gliniany, pomarańczowo-brązowy kolor.Kanał z początku wiedzie wzdłuż miasteczka – już tu można wypatrzeć słynne domy na palach.Następnie łódź wpływa w obszar zwany Inle Lake Widlife Sanctuary:Stąd już tylko parę minut do brzegów jeziora.Przy ujściu kanału na płynących turystów czeka małe ‘show’. Lokalni rybacy, ubrani w tradycyjne stroje, pozują na łodziach. Żaden z nich nie oczekuje zapłaty – widać ta atrakcja wliczona jest w cenę wycieczki. Nie jest to nachalne, wszystko na spokojnie i z uśmiechem:Im dalej w głąb jeziora wypływa łódź, tym woda robi się bardziej przejrzysta.jezioro Inle BirmaPo chwili można dojrzeć kolejnych rybaków – oni już tu są tylko w jednym celu: łowią, i to jak! Oplatają nogą wiosło i tak odpychają się od wody:Większość z nich kończy połów wczesnym rankiem, dopóki wody jeziora są spokojne i bez turystów, jednak część pozostaje na środku jeziora do późnego popołudnia. Wśród nich jest wielu młodych chłopaków, a nawet dzieci. Mieszkańcy już od najmłodszych lat trenują tradycyjną metodę łowienia ryb.Wycieczka łodzią ma swój z góry ułożony przebieg, ale trasę można dostosować do własnych upodobań. Spacerujący po mieście właściciele łódek mają mapki jeziora, na których zaznaczają wszystkie atrakcje – z nimi uzgadnia się, do jakich miejsc podpłynie łódka i jaka będzie cena za całą wyprawę. Warto ruszyć w rejs z samego rana – wtedy przez chmury przebija się najwięcej słońca i wszystko ma piękne, żywe kolory, a w spokojnej tafli jeziora odbijają się mijane domy i chatki.jezioro Inle BirmaJak widzicie jezioro Inle jest wyjątkowo malownicze. jezioro Inle BirmaAby dostać się do którejś z wiosek należy wpłynąć w jeden z wielu kanałów porośniętych bujną, przybrzeżną roślinnością.Do kompleksu świątynnego Szwei Indein Pagoda wiedzie kręty kanał długości 8 km. Przy odrobinie szczęścia można być tam świadkiem kąpieli bawołów:Na lądzie droga do świątyni również nie jest krótka – to bardzo długi…bazar! Ciągnie się on pod zadaszeniem, wzdłuż schodów prowadzących do głównej świątyni.Na szczęście nie robi on wrażenie kiczowatego odpustu, jaki potrafi pojawiać się pod buddyjskimi świątyniami. Można tu kupić maski, kukiełki, marionetki, tkane narzuty, posążki, drewniane szkatułki, biżuterię i ubrania. Podobne rzeczy można kupić również w Bagan – i tam, o dziwo, są tańsze.Świątynia Szwei Indein to kompleks budowli na wzgórzu, obejmujący ponad 1600 buddyjskich stup! Większość z nich wybudowana została wzdłuż drogi na szczyt. Najstarsze powstały w XIV wieku, najmłodsze w XVIII. Niektóre wyglądają jak ulepione z błota i kamieni, inne mają staranne zdobienia. Większość z nich jest jeszcze przed renowacją – obrastają je mchy i krzewy, prawie jak w Bagan:Stupy otaczające świątynie są już w większości odnowione – niektóre dokładnie wyczyszczono, inne odmalowano i pokryto złoceniami. Są miejscem kontemplacji i medytacji, a wiele z nich ma ukryte wewnątrz relikwie.W drodze powrotnej do łodzi warto zjeść lunch w małej, lokalnej knajpce – więcej o niej na dole wpisu.Wśród miejsc, jakie można zwiedzić podczas rejsu, są również tradycyjne warsztaty produkujące lokalne wyroby. Dwa z nich zdecydowanie warto odwiedzić! Pierwszym jest jedna z tutejszych wytwórni jedwabiu (Lotus Weaving Workshop):Jezioro Inle znane jest w całej Birmie z przemysłu tkactwa. To tu, na wiekowych krosnach, powstają delikatne, jedwabne tkaniny, o charakterystycznym wzornictwie i jaskrawej kolorystyce (nazywane Inle longyi).Lotus Weaving Workshop MyanmarTutejsze warsztaty tkackie słyną też z produkcji unikalnej tkaniny splecionej z włókien lotosu – jest ona wytwarzana tylko i wyłącznie przez mieszkańców wiosek na Inle Lake. W Birmie służy ona do szycia specjalnych szat dla obrazów i posągów Buddy, zwanych kaya thingahn (lotosowa szata).Wszystko, począwszy od tworzenia barwników, po tkanie pięknych szali, odbywa się tu ręcznie.W warsztatach tkackich pracują kobiety – Birmańczycy uważają, że są bardziej cierpliwe i precyzyjne od mężczyzn.Drugim miejscem, jakie warto odwiedzić, jest wytwórnia cygar (The Cheroot Factory).Cygara, cygaretki i skręcane papierosy są w Birmie popularne na równi z wszechobecnym betelem. Palą je szczególnie osoby starsze i mieszkańcy wsi. Zagraniczne papierosy są zbyt kosztowne – wielu Birmańczyków utrzymuje się za jednego dolara dziennie. Nic dziwnego, że miejscowe cygara, sprzedawane w paczuszkach za 200 Ks (ok 25 centów amerykańskich) cieszą się tu większym powodzeniem. W wytwórniach cygar, które odwiedzają turyści, cygara i papierosy są oczywiście droższe, ale cenę wynagradzają piękne opakowania:Wytwórnie Cherootów to niewielkie domki, wyglądające jak zaaranżowane na pokaz dla turystów – niemniej produkowane są tu spore ilości papierosów i cygaretek. Kobiety siedzą na rozłożonych na podłodze matach i zawijają tytoń w liście – każda robi ich po 500 sztuk dziennie.Część z nich to właśnie popularne w Birmie, smakowe cheroot. Te ciemnozielone papierosy są w pełni naturalne, nawet ich końcówki klejone są lepkim ryżem i związane jedwabną nicią. W środku maja niewiele tytoniu – zaledwie po jednym dużym liściu, w który zawinięte są różne smakowe i zapachowe składniki. Do ‘przyprawiania’ tych papierosów używa się mieszanek suszonych bananów i ananasów, anyżu, brązowego cukru, miodu, a nawet wina ryżowego.Sprzedawca o zabarwionym betelem uśmiechu proponował nam kosztowanie różnych rodzajów cherootów. Zrobione tu zakupy okazały się dla nas idealnymi pamiątkami i drobiazgami dla znajomych.Jezioro Inle kryje wiele pięknych zakątków. Nie zapomnijcie popłynąć również w kierunku pływających ogrodów. To tu Intha, mieszkańcy Inle Lake, hodują zarówno pomidory, bakłażany i inne warzywa, jak i kwiaty:Po południu jezioro Inle jest bardzo spokojne – rzadziej widać rybaków i łódki z turystami. Nawet mijane wioski wydają opustoszałe. Na szczęście nie odbiera im to uroku:Nawet gdy pogoda nad jeziorem nie dopisuje i słońce skrywa się za chmurami, klimat Inle Lake pozostaje wyjątkowy. Światło zmienia barwę na zimniejszą i wszystko wokół staje się bardziej tajemnicze.Chmury otulają góry i jezioro, jest cicho i nostalgicznie.Praktyczne wskazówki:

  • Jezioro Inle leży około 5 km na południe od miasta Naung Shwe. Łódki stacjonują w samym mieście, przy mostku na kanale (na zachodnim końcu drogi Yone Gyi). To tu miejscowi rybacy i przewodnicy konkurują o miejsca do cumowania, a z samego rana wyruszają w rejs z turystami. Właściciele łódek i naganiacze czeto kręcą się przy hostelach, wiec rejs można zarezerwować nawet w centrum Naung Shwe.
  • Za wynajem łódki od godziny 10 do 15 zapłaciliśmy 17 000 Ks (dla czterech osób) na pokładzie mieści się od 2 do 8 osób.
  • Pamiętajcie, by spytać, czy w dniu waszej wycieczki odbywa się na jeziorze jeden z tradycyjnych targów. Warto któryś z nich odwiedzić!
  • Na rejs weźcie ze sobą bluzy – podczas powrotu może być chłodno, szczególnie gdy słońce skryje się za chmurami.

  • Jeśli grozi wam deszcz upewnijcie się, że właściciel łódki ma na pokładzie parasolki – wiele łódek jest w nie zaopatrzonych.

  • Zanim wsiądziecie na łódkę warto też ustalić, czy wszystkie miejsca z mapki was interesują. My na początku rejsu zaznaczyliśmy, że nie chcemy odwiedzać Nga Hpe Kyaung, znanego jako Jumping Cat Monastery, w którym tresowane koty skaczą przez obręcze. Nie wiemy skąd wziął się tak dziwaczny pomysł na rozrywkę – może mnisi wyjątkowo się tu nudzą. Tak czy inaczej, wizyta w miejscu, gdzie zwierzęta wykonują sztuczki (czasem wiele godzin z rzędu) nie byłaby zgodna z naszymi wartościami i świadomą turystyką, jaką preferujemy.
  • Wstęp do świątyni Inn Dein jest bezpłatny, ale opłata za wniesienie aparatu wynosi 500 Ks.
  • Podczas rejsu można odwiedzić też warsztat, w którym wytwarzana jest srebrna biżuteria.

Tuż obok jest sklep z ich wyrobami – cóż, ceny są tam dość wygórowane. Kolczyki kosztują 45$, podczas gdy na bazarku przed świątynią takie same kolczyki można kupić za 10-15$.

  • Jezioro Inle słynie w szczególności z dwóch marek birmańskich papierosów: Tamarind i Star of Anice.
  • Jeśli w ramach wycieczki łódką macie zaplanowany przystanek na lunch, najprawdopodobniej wylądujecie w jednej z restauracji na wodzie. Przyjmują one szczególnie duże grupy (stołuje się tu większość turystów pływających po jeziorze), ceny nie są bardzo wysokie, ale można długo czekać na posiłek. Naszym zdaniem lepiej ich unikać.

Zamiast tego zróbcie sobie dłuższą przerwę przy świątyni. W drodze do podnóża wzgórza, po lewej stronie, znajduje się mała, lokalna knajpka Smile restaurant. Jedzenie jest tu naprawdę tanie, a co ważniejsze – pyszne!Polecamy szczególnie sałatkę Inle lake Style, z pomidorów rosnących w wodnych ogrodach na jeziorze (część z nich jest zielona) zmieszanych z sosem z orzeszków ziemnych. Za 2 makarony, 2 zupy, 1 sałatkę i 2 duże piwa zapłaciliśmy 10 500 Ks (czyli niecałe 32zł). To typowo lokalna jadłodajnia:

  • W wioskach przy Inle Lake często sprzedawane są specyficzne kule zrobione z ususzonych pędów – zastanawiacie się, co to takiego? Otóż to birmańska wersja piłeczki do gry w ‘Zośkę’!